Obywatel nr 3/2003 (11)
Czy można zmierzyć „postęp”?
Pewna liczba ekonomistów odrzuca PKB w charakterze podstawowego miernika dobrobytu danego kraju i proponuje w zamian miernik alternatywny, zwany przez nich GPI, wskaźnikiem autentycznego postępu.
Gdy Bill Clinton obiecywał „utrzymać wzrost”, a Bob Dole – „rozruszać gospodarkę”, to obaj przyrzekali zwiększanie Produktu Krajowego Brutto. PKB jest standardowym miernikiem całkowitej aktywności ekonomicznej narodu i zakłada się, że stanowi wierne odzwierciedleniem jego dobrobytu. Jeśli PKB szybko wzrasta (np. o 4% na rok), to przyjmuje się, że sytuacja znacznie się polepsza, zaś jeśli PKB wzrasta powoli (powiedzmy, o 1,5% na rok), to znaczy, że jest niezbyt dobrze. Urzędnicy państwowi [w USA] zaczęli w ten sposób mierzyć aktywność ekonomiczną kraju w 1932 r.; od tamtej pory głównym celem gospodarki narodowej był zawsze wzrost PKB. (Ściśle rzecz biorąc, do 1991 r. mierzono nie PKB, a PNB – produkt narodowy brutto. PKB i PNB są wskaźnikami dość podobnymi, o ile nie żyjemy w jednym z krajów rozwijających się; w tym wypadku wskaźniki te bynajmniej się nie pokrywają 1).
Krótko rzecz ujmując, PKB jest miarą całokształtu aktywności rynkowej, wszystkich kwot pieniężnych, które zmieniają właściciela w danym kraju w ciągu roku. PKB mierzy sumaryczny wynik gospodarczy, mierzoną w dolarach wartość wszystkich wytworzonych towarów i usług.
Dziś niektórzy ekonomiści stawiają pytanie, czy PKB jest adekwatnym miernikiem dobrobytu narodu2 . Czy kiedy PKB wzrasta, to obywatele na pewno mają się lepiej? Zwracają oni uwagę, że np. płace realne w USA spadły od 1973 r. o blisko 14%, podczas gdy PKB wzrósł w tym samym okresie o 55%3 . PKB zdaje się przemilczać to, co naprawdę dzieje się z krajem. PKB mówi o tym, że jest nam lepiej, ale czy tak jest naprawdę? Oto istotne pytanie.
Pewna liczba ekonomistów odrzuca traktowanie PKB jako podstawowego miernika dobrobytu narodu i proponuje miernik alternatywny, zwany przez nich WAP (ang. GPI – Genuine Progress Indicator, czyli wskaźnik autentycznego postępu). W szczególności trzej ekonomiści (Clifford Cobb, Ted Halstead i Jonathan Rowe) wskazują na co najmniej trzy problemy, jakich nastręcza stosowanie PKB:
1.
PKB liczy tylko transakcje pieniężne, więc pomija wiele „dóbr”, którymi ludzie obdarzają się nawzajem za darmo. Ignoruje się w ten sposób znaczące składniki ekonomii gospodarstw domowych. Przykłady: opieka nad osobami starszymi i nad dziećmi, utrzymanie domu i sprzątanie, przyrządzanie pożywienia oraz praca społeczna na rzecz otoczenia, działalność w grupach wyznaniowych i obywatelskich. PKB wszystkim tym działaniom przypisuje wartość zero. To zaś może prowadzić do wypaczeń w polityce publicznej. Przykładowo, jeśli ustawa o urlopie wychowawczym (the Family Leave Act) jest krytykowana za obniżanie PKB, to krytyka taka jest chybiona, gdyż nie uwzględnia licznych oszczędności w wydatkach gospodarstw domowych, jakim ta ustawa sprzyja.
2.
PKB traktuje wszystkie transakcje dodatnio. Tym samym przestępczość, rozwody, zanieczyszczenie środowiska i uszczuplanie zasobów naturalnych są traktowane jako korzyści. Jeśli ktoś kupuje samochód, PKB wzrasta. Jeśli ten samochód ma wypadek i wymaga gruntownego remontu, PKB wzrasta. Jeśli kierowca trafia do szpitala, PKB wzrasta. Jeśli sprawa trafi do sądu, PKB znowu wzrasta. PKB nie czyni rozróżnienia między działaniami, które przyczyniają się do ludzkiego dobrobytu, a tymi, które go obniżają. To tak, jakby prowadzić rachunki przy pomocy kalkulatora, który ma tylko funkcję dodawania, nie posiada natomiast funkcji odejmowania. Jeśli tylko pieniądze przechodzą z rąk do rąk, PKB wzrasta. Każde przedsiębiorstwo, które prowadziłoby swoje rachunki na tej zasadzie, patrzyłoby na własną kondycję przez różowe okulary, lecz byłby to obraz fałszywy. Tak właśnie jest z państwami, które opierają się na PKB jako mierniku dobrobytu.
3.
PKB traktuje uszczuplanie naturalnego kapitału (zasobów przyrodniczych) jako bieżący dochód – co jest jawnym pogwałceniem zasad dobrej rachunkowości. Gdy las zostaje zamieniony w tarcicę albo grunt rolny w parking, to PKB traktuje wszystkie związane z tym przepływy pieniężne jako dochód bieżący, a nigdy jako ubytek kapitału. Tu znowu musimy stwierdzić, że gdyby jakiekolwiek przedsiębiorstwo prowadziło rachunki w ten sposób – traktując uszczuplenie aktywów jako bieżący dochód – miałoby ono niesłychanie różowy, lecz zupełnie błędny obraz swej kondycji finansowej. I tak właśnie jest z państwami, które opierają się na PKB jako na mierniku dobrobytu.
Duża część PKB powstaje w następujących trzech sytuacjach:
- Naprawianie błędów i zaniedbań społecznych z przeszłości.
Przykładem może być organizowanie składowisk odpadów. Sprzątanie odpadów sprowadza nas jedynie z powrotem do punktu, w którym byliśmy kiedyś. Nie stanowi ono rzeczywistego postępu. Innym przykładem jest więziennictwo. Więzienia są reakcją na skutki wcześniejszego nieudzielenia pomocy młodym ludziom w znalezieniu sobie cenionego miejsca w gospodarce i społeczeństwie. Składowiska odpadów i więzienia nie są postępem, tymczasem PKB traktuje je tak, jak gdyby stanowiły one realny wzrost dobrobytu.
- Pożyczanie zasobów od przyszłości.
Wydajność rolnictwa wzrasta z roku na rok dzięki stosowaniu ogromnych ilości chemikaliów, lecz odbywa się to kosztem uszczuplania naturalnego kapitału (żyznych gleb i czystych wód). Stanowi to pożyczkę od naszych dzieci. Działalność taka obciąża rzeczywistymi kosztami przyszłe pokolenia. PKB tymczasem traktuje takie koszty jako zerowe lub, co gorsza, jako pomnażanie dobrobytu narodu. Gołym okiem widać nieprawidłowość takiej praktyki rachunkowej.
- Przesuwanie funkcji tradycyjnego gospodarstwa domowego i uczestnictwa w życiu społeczności do gospodarki pieniężnej.
- Opiekunki do dzieci i pomoce domowe zastępują rodziców.
- Psychoterapia, telewizory i sprzęt video zastępują bliski kontakt z przyjaciółmi, sąsiadami i członkami rodziny.
- Alarmy przeciwwłamaniowe i funkcjonariusze policji zastępują czujne oko przyjaznych sąsiadów.
- Burger King i Kentucky Fried Chicken zastępują kuchnię domową.
W każdym z powyższych przypadków darmowe usługi (darmowe w sensie wynagrodzenia pieniężnego) znikają, a w ich miejsce pojawia się relacja komercyjna. W wielu wypadkach oznacza to wzrost PKB, lecz zarazem obniżenie siły tkanki społecznej, która utrzymuje jedność społeczności i rodziny.
Potrzebne są nowe mierniki postępu. PKB daje fałszywe poczucie dobrobytu. PKB nie rozróżnia między dobrze zarabiającym pracownikiem wysoko wykwalifikowanym a pracownikiem niedawno zwolnionym, który łapie się naraz dwóch prac bez udogodnień socjalnych, żeby związać koniec z końcem. Jasne jest, że dochody tych dwóch nie świadczą o równym poziomie dobrobytu. PKB traktuje zanieczyszczenie środowiska jako wartość podwójnie pozytywną – najpierw jako zysk w chwili, gdy ono powstaje jako produkt uboczny jakiejś innej czynności, a później jako zysk w chwili, gdy społeczeństwo płaci za jego usunięcie.
Zaproponowano szereg nowych mierników dobrobytu4 . Tym, który najbardziej nam się podoba, jest wspomniany tzw. wskaźnik autentycznego postępu, opracowany przez organizację Redefining Progress z San Francisco.
WAP wychodzi od tych samych danych co PKB, lecz następnie jest modyfikowany przez pewne działania dodawania i odejmowania:
- WAP jest ważony wg rozkładu dochodów. WAP zlicza nie tylko ogólną sumę dochodów, lecz także ich rozłożenie wewnątrz społeczeństwa. Najlepiej zarabiająca jedna piąta amerykańskich gospodarstw domowych pobierała w 1993 r. 48,2% dochodów kraju; jedna piąta o najniższych dochodach – zaledwie 3,6%, co stanowi historyczny rekord nierównomierności dochodów w Ameryce. W obliczaniu WAP uwzględnia się tę nierównomierność rozłożenia dochodów.
- Niektóre wydatki defensywne są odejmowane. Do wydatków defensywnych zalicza się wydatki na cele takie jak zamki, alarmy przeciwwłamaniowe i inne zabezpieczenia, które jedynie pomagają utrzymać status quo, lecz nie reprezentują rzeczywistych przyrostów dobrobytu. W tej samej kategorii mieszczą się koszty napraw powypadkowych oraz domowych filtrów wody.
- Odejmowana jest wartość uszczuplenia kapitału naturalnego (tj. walorów ekologicznych i zasobów naturalnych). W szczególności odejmuje się następujące pozycje: koszty związane ze skażeniami powietrza i wody oraz z zanieczyszczeniem hałasem; ubytki mokradeł, użytków rolnych i starodrzewi; ubytek warstwy ozonowej Ziemi, itd.
W sumie WAP jest doniosłą i rzeczową próbą znalezienia nowego, adekwatnego miernika dobrobytu. Stara się on uwzględniać realne czynniki ignorowane przy kalkulacji PKB – zarówno realne czynniki pozytywne (takie, jak praca w gospodarstwie domowym), jak i realne czynniki negatywne (takie, jak czas zużywany na dojazdy do pracy) – aby dać lepszą całościową miarę stanu gospodarki zgodną z tym, jak ludzie go faktycznie doświadczają.
Peter Montague
tłum. Paweł Listwan
Powyższy artykuł pierwotnie ukazał się w „Rachel’s Environmental Weekly”, a następnie w „New Renaissance” vol. 7, nr 1, z którego to pisma go przedrukowujemy.
1Clifford Cobb, Ted Halstead i Jonathan Rowe w artykule pt. „If the GDP is Up, Why is America Down?” („Skoro PKB pnie się wysoko, to dlaczego Ameryka leży?”), zamieszczonym w „Atlantic Monthly” (October 1995) [Stali czytelnicy „Obywatela” znają Jonathana Rowe’a i jego poglądy z nr 6 naszego pisma – przyp. red.] na str. 59-77, wyjaśniają (str. 68), że przy obliczaniu PNB zyski korporacji ponadnarodowej były liczone w kraju właściciela, co jest logiczne, ponieważ tam ostatecznie trafiają zyski [To wcale nie takie proste: jak bowiem ustalić „kraj właściciela”, gdy własność spółki jest rozproszona wśród tysięcy firm (zwykle także międzynarodowych) i osób z wielu krajów, a na dodatek, za sprawą giełdy, zmienia się z dnia na dzień? – przyp. tłum.]
Jednakże, przy użyciu PKB, stosowanego od roku 1991, zyski korporacji ponadnarodowej liczone są w kraju, gdzie znajduje się dana fabryka bądź kopalnia, nawet jeśli zyski nie pozostaną w tym kraju. Autorzy komentują: „Ta zmiana w sposobie księgowania zmieniła wiele krajów zmagających się z trudnościami w statystyczne oazy cudu gospodarczego. Jednocześnie wzmogła ona pęd ku globalizacji gospodarki. W dogodny sposób pozwoliła przy tym ukryć podstawowy fakt: narody Północy drenują zasoby krajów Południa i nazywają to zyskiem owych krajów Południa”. Zob. też Clifford Cobb, Ted Halstead i Jonathan Rowe, „If the GDP is Up, Why is America Down?”, “Focus: Carrying Capacity Selections” vol. 6, nr 1 (1996), str. 25 i nn.
2Clifford Cobb, Ted Halstead i Jonathan Rowe, “The Genuine Progress Indicator: Summary of Data and Methodology” (San Francisco, Redefining Progress, September 1995).
3Zob. „Index of social welfare” /w:/ Herman E. Daly, John B. Cobb, Jr., „For the Common Good”, wyd. II Boston, Beacon Press, 1994, ss. 443-507. Zob. także np. Marc Miringoff, “Index of Social Health: Monitoring the Social Well-Being of the Nation” (Tarrytown, N.Y., Fordham Institute for Innovation in Social Policy, 1995) oraz United Nations Development Programme, „Human Development Report 1995” (New York, Oxford University Press, 1995).
4 Jason De Parle, „Census Sees Falling Income and More Poor”, „New York Times”, October 7, 1994, s. A16.

















